piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział 14

Selene

Powoli otworzyłam oczy. Pierwsze co poczułam na mojej skórze to delikatny dotyk satyny. Moje zielone tęczówki widziały tylko ciemność. Tylko i wyłącznie ciemność. I było mi duszno. I gorąco. Ale chyba nie powinno mnie to dziwić skoro jestem w Piekle. Ta. Nie miałam wczoraj co robić, więc odwiedziłam Itachiego. I tak jakoś samoistnie się stało, że się upiłam i nie wróciłam do domu. Normalnie każdy kto wypiłby 70 butelek piekielnej wódki by zginął. Ale ja miałam to pieprzone szczęście, że teraz miałam tylko lekkiego kacyka. Westchnęłam i wyszłam spod satyny okalającej moje nagie ciało. Szybko zlokalizowałam łazienkę. Weszłam do niej. Otoczyłam całe pomieszczenie wzrokiem. Czerwone ściany, krwawe płyny i mydełka, kości na wannie. Zlokalizowałam puszysty, czerwony ręcznik i wzrokiem odnalazłam prysznic. Wlazłam pod niego i już po chwili czułam na swojej skórze gorące krople wody. W bardzo szybkim tempie lustro i drzwi do prysznica zaparowały. Teraz było mi jeszcze bardziej duszno. Ręką odnalazłam płyn do kąpieli. Wycisnęłam na rękę trochę i szczerze? nie zdziwiłam się ani trochę kiedy zobaczyłam, że jest to krew z dodatkami chemikalii. Umyłam ciało tym specyfikiem i pachnąca krwią i morderstwem wyszłam z prysznica i opatuliłam się krwistoczerwonym ręcznikiem. Wytarłam się i pstryknięciem w palce wyczarowałam sobie ciuchy na dzisiaj (http://allani.pl/zestaw/511914 ale bez plecaka). Włosy wysuszyłam i związałam w kłoska. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Itachiego, który już ubrany siedział na łóżku. Gdy weszłam podniósł głowę do góry i przeleciał po mnie wzrokiem. Jego twarz nie zdradzała żadnego wyrazu. Była zimna jak gwiazdy na niebie.
- Musisz zniknąć.
- Już mnie tu nie chcesz?
Uśmiechnął się.
- Nie, ale tak się składa, że mój ojciec wypożyczył mój apartament  Azazelowi. A z tego co mi wiadomo nie przepadacie za bardzo za sobą.
Pokiwałam głową.
- Spadam stąd.
Itachi kiwnął głową. Już miałam wymówić jutsu, ale sobie coś przypomniałam.
- Pozdrów go ode mnie!
I uśmiechnełam się drapieżnie.
- Słoneczny wiatr!
Pomyślałam o swoim pokoju i poczułam jak ciepły, łagodny wiatr przenosi mnie z Piekła do mojego królestwa.
Zmaterializowałam się w nim i pierwsze co zobaczyłam to zmartwiona i zła twarz Nicole. Gdy tylko mnie zauważyła podbiegła do mnie i uściskała. Później wybiegła z pokoju i krzyknęła na cały dom.
- Już jest.
Boże! Jaki ona ma głos, zaraz bębenki mi w uszach pękną. Wyszłam na korytarz i podeszłam do Nicole. Zgrabnie ją ominęłam i ruszyłam do kuchni. W połowie drogi obok mnie znalazła się cała ta hołota. Od razu weszłam w ich umysły. Po mijając oczywiście szanownego pana Tomlinsona i wyczułam, że Nicole chce mnie o coś zapytać.
- O co chodzi?
- Gdzie byłaś?
- U Itachiego.
- A dokładniej?
- W apartamencie Itachiego w Piekle.
- Byłaś w Piekle?! To niemożliwe. Miałyśmy go zwiedzić razem!
- Spoko. Ja tylko siedziałam w łóżku z Itachim i piekielną wódką.
- Ale, ale .... Nie powinnaś tam iść? W ogóle jak się tam dostałaś? Itachi cię nie zabrał. Jestem tego pewna. I wiem też, że twoje moce nie mogą cię przenieść do Piekła. Wiec?
- Sama się przeniosłam. Najwyraźniej mój Słoneczny wiatr dostał dodatkowe kopniecie mocy i mogę się przenosić do Piekła. Oczywiście miałam wybór Piekło albo Niebo, ale to nie był strasznie trudny wybór?
- Hmmm.... Co ty właściwie robiłaś z Itachim późną nocą, z wódka w łóżku? Błagam powiedz, że się nie przespaliście!
- Nie. Ale mi się nudziło, jak ty zaczynałaś rozumieć, że kochasz naszego szanownego pana Stylesa.
W jednej sekundzie  jej umysł stał się bardziej kolorowy i radosny.
- Wyłażę z tego umysłu! Za dużo tu miłości!
- Kiedyś i ty poczujesz tą miłość! Może nawet szybciej niż myślisz...
- Jasne. I niby jeszcze kogo miałabym pokochać: Tomlinsona?
- Tak.
Wyplułam z ust krew, którą właśnie w nich miałam.  Popatrzyłam morderczym wzrokiem na Nicole, a ta mała jedyne co zrobiła to uśmiechnęła się niewinnie.
- O co chodzi- zapytała się Tomlinson?
- Oh. O nic. Właśnie gadałyśmy o tym jakim dupkiem jesteś Tomlinson. Eleanor nadal nie wychodzi z pokoju? A może postanowiłeś się nią zabawić jeszcze w jakiś inny wymyślny sposób?
- Nie udawaj, że ci to obchodzi!
- Ależ kochanie, mnie to nie obchodzi nic. Ale lubiecię wkurzać!
Widziałam jak  zaciska szczękę. Uśmiechnęłam się drapieżnie i oblizałam usta z jeszcze świeżej krwi. Jego oczy wodziły za mną.
Popatrzyłam na niego i w jednej chwili poczułam ta wściekłość. Zawsze była ze mną ale to ja decydowałam kiedy ją uwolnię. Po woli zaczynałam się elektryzować. Te cholerne drzwi. I mieli mi powiedzieć. Dlaczego mi nie powiedzieli? Zmrużyłam oczy, gdy nagle poczułam to. Tą siłę promieniująca od środka ziemi. W sekundę zmieniłam mój strój na (strój MordSith - Selene).  Wiedziałam co oznacza ta siła. To Azazel. Najwyraźniej dostał moje pozdrowienia. Był wściekły. I nie myliłam się. Ale i tak gdy powietrze zaczęło się elektryzować i gęstnieć w kuchni ja nadal piłam krew. Torebkę za torebkę. I czekałam.
I nagle poczułam to. Spojrzenie tych oczu.
- Nie przywitasz się? W końcu minęło tyle lat!
- Przyszedłem tu z innego powodu!
- Chcesz odebrać mi moje szczęśliwe wspomnienia? Od razu mówię, że ich nie posiadam.
Wlałam sobie trochę krwi do szklanki i się odwróciłam.
- A wiec? Dlaczego zaszczyciłeś mnie swoją wspaniałą obecnością? Bo wątpię, że chciałeś przekazać pozdrowienia mi z powodu uwięzienia w lodzie, prawda?
Zaśmiał się.
- Nie sprawdzaj mnie, mała zabójczyni. To nie ja cię uwięziłem, chociaż nie powiem, w lodzie sprawiłaś mniej kłopotów.
- Takie życie- odpowiedziałam. Nadal patrzyłam na niego. Na każdy ruch, mięsień...
- Prawda jest taka, że mam coś dla Ciebie.
Uniosłam brwi do góry. Na mojej twarzy autentycznie można było zobaczyć zdziwienie. To wiedziałam na 100%.
- A więc co to za niespodzianka dla mnie?
- Katana. Z czystego adamentu.
- Niemożliwe. Nie możesz mieć adamentu. Albo przy okazji czystego.
Bardzo dobrze widziałam jak się uśmiecha. Jego oczy mówiły mi, że jest zadowolony, że ma coś, co chcę ale prawdopodobnie nigdy bym nie dostała. bez jego pomocy oczywiście. Popatrzyła na mnie i zobaczyłam jego oczy. Były złe. Śmiały się ze mnie. Miałam ochotę zgrzytnąć zębami, ale bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że to dałoby mu tylko jeszcze jeden powód do satysfakcji. Więc jedyne co zrobiłam to przybrałam lodowatą maskę na twarz i patrzyłam.
- Tak się zastanawiam. Ile zrobiłabyś, żeby mieć katanę z czystego adamentu?
- Dlaczego miałabym robić cokolwiek?
- Nie udawajmy. Chcesz katanę z adamentu. Inaczej nie mogłabyś zabić Johnattana.
- Mogę zdobyć inną katanę.
- Od kogo?
Milczałam.
- I widzisz ja jestem dla ciebie tak niezmiernie miły, że myślę, że nawet wskazane jest to, żebyś ją wzięła.
- Nie jestem głupia, Azazel. Nigdy nie dałbyś mi broni z adamentu od tak sobie. Za bardzo mnie nienawidzisz. Chcesz coś ode mnie.
Uśmiechnął się.
- Nie jesteś głupia mała zabójczyni. Masz rację, chce coś od ciebie. A dokładniej tego, żebyś zajęła się Sarielem.
- Sarielem z Nieba?
Pokiwał głową. Ja za to się uśmiechnełam.
- A czy mógłbyś mi zdradzić jak do jasnej cholery mam się zająć Upadłym Archaniołem?
- Zabić go.
- Czy ty przypadkiem nie pokłóciłeś się ostatnio z Lucyferem?
- Za dobrze mnie znasz. Ale tak. Ta katana ma bardzo krwawe dzieje, więc pomyślałam, ze mogłaby ci się przydać. Jej imię brzmi  tenebris desiderium( to z łacińskiego. Dosłownie znaczy "mroczne pożądanie").
Uśmiechnełam się.
- Zgadzam się.
- Masz czas do północy.
I w sekundę zniknął.
I w sekundę zostałam zalana masą pytań.
- Kto to jest?
- Skąd go znasz?
- Kto to jest Sariel?
- Co to jest adamet?
- Dlaczego masz zabić Jonathanna?
Popatrzyłam na wszystkich. Każdy był albo zdezorientowany albo zły albo jeszcze inni ciekawi.
- Azael to Upadły Anioł zdegradowany do roli demona, ponieważ nauczył ludzi wyrobić ostrze, którym mogli się zabijać i zaszczepił w nich żądze śmierci i wygranej. Znam go, ponieważ Lucyfer go zna i co za tym idzie Itachi. Nasze pierwsze spotkanie było dość oryginalne. Sariel to Upadły Archanioł, który jest symbolem Księżyca. Aadament to metal pochodzący z Nieba. Nie skażony zabija demony i wszystko co złe. Można też go użyć do wielu wyrobów magicznych. Jonathan to demon. Tyle informacji powinno wam wystarczyć.
- A dlaczego chcesz go zabić?
- I o co chodziło temu całemu Azazelowi, że dużo przyjemniejsza byłaś w lodzie?
- Nie wasz interes- warknęłam wściekła. Wystarczy małe wspomnienie o moim bracie i już robię sie wściekła. Azazel to wiedział. Każdy wiedział. Czas się kończy. Trzeba działać.
Usiadłam na krześle w kuchni i otworzyłam swój umysł. Zaczęłam szperać. Chciałam znaleźć umysł Sariela. I po kilkunastu minutach udało się.
- Słoneczny wiatr!
Gdy tylko wylądowałam musiałam ominąć shurikeny. Już po chwili we mnie leciała kula ognia. Ją też ominęłam. Skoczyłam na nogi i spojrzałam na tego co mnie atakuję.
Sariel.
W moim umyśle pojawiły się dziesiątki pytań, ale w sekunda dostałam odpowiedź.
Azazel.
To była jedo sprawka. Wiedziął, że będę potrzebowąc czasu na odpowiedzi. Uprzedził Sariela. Ale nie wziął pod uwagę jednego małego szczegółu. Nie jestem taka słaba.
- Adamentowa zbroja!
Moje ciało otoczyła srebrna energia. Na nogach pojawiła się srebrna spódnica, zamiast góry swego stroju miałam stanik ze srebra. Na głowie pojawiły się dwa orle pióra. W rękach trzymałam dwa półtoraręczne miecze. Wzniosłam je do góry i krzyknęłam.
- Cięcie adamenowych mieczy!
I machnełam rękami. Powietrze rozcieły dwa silne ataki. Słyszałam krzyk Sariela. 
- Tornado mieczy!
Patrzyłam jak wielkie powietrzne tornado unosi ciało Sariela do góry i więzi w powietrznym wirze. Gdy był w oku huraganu z powietrza zaczęły wylatyważ adamentowe ostrza i ranić jego skórę. Gdy zakończyłam Jutsu. Sariel upadł bezładnie na ziemię z ciężkim łupnięciem.
Pobiegłam w jego stronę i uderzyłam moimi mieczami.
Ciało Sariela pokrył niebiański ogień. A ja usłyszałam w myślach.
- Katana jest twoja, mała zabójczyni.
Zmieniłam swój strój na codzienny (chodzi o ten na samym początku).
- Słoneczny wiatr!
Pomyślałam już drugi raz tego dnia o moim pokoju. I jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam na nim...

Louis

Gdy z kuchni zniknęła Selene poczułam jakąś pustkę?  Nie wiem jak określić to uczucie. Po prostu patrzyłem na nią i wiedziałem. Ale co ja wiedziałem? Moja wiedza majaczyła mi na kóńcu moich myśli i w każdej chwili kiedy miałem już ją wypowiedzieć znikała w ostatniej chwili. Tak jakby nie chciała mi się jeszcze ujawnić. Patrzyłem na roześmianych Harrego i Nicole i dobrze wiedziałem, że oboje się kochają. Wiedziałem to tak jasno jak to, że kocham marchewki.  Pokręciłem głową. Wiedziałem, ze jest ze mną coś nie tak. Ale aż tak? Ten pocałunek to była słabość jednego dnia! I nie powinna się powtórzyć nigdy więcej! Wstałem od stołu w kuchni  i ruszyłem na górę. Chciałem wejść do swojego pokoju, gdy nagle sobie przypomniałem, że Eleanor mnie z niego wczoraj wywaliła i spałem u Harrego. Nawiasem mówiąc, to ciekawe, gdzie on spędził całą noc? Nieśmiało otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Na parapecie siedziała opatulona kocem Eleanor a obok niej Peerie. Nawet nie zauważyłem, kiedy one się tak zaprzyjaźniły. Obie odwróciły się w moja stronę jak wszedłem. Zobaczyłem, że Eleanor złapała się kurczowo ręki Peerie. Spojrzałem na nią.
- Możemy porozmawiac na osobnościa?
Peerie spojrzała w oczy Eleanor, a potem w moje i pokiwała leciuteńko głową. Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, podszedłem do Eleanor i usiadłem obok niej. Patrzyła się na mnie spłoszonymi oczami bezbronnego zwierzęcia. 
- Elanor ja... chciałem przeprosić. Wiem, że źle postąpiłem, ale stało się. Nie chciałem tego. Ja nadal cię kocham. Zawsze cię kochałem. Wierzysz mi?
Patrzyłem sie w jej oczy, które powoli wypełniały się łzami. Nie wierzy mi. Nie wierzy mi ani trochę. Co ja mam zrobić? 
- Wierzę ci Louis. Nie wiem dlaczego, ale Ci wierzę. 
Spojrzałem na nią się oczami pełnymi szczęścia i miłości. I nie zastanawiając się za długo podszedłem do niej i ja pocałowałem. Całowałem i czułem smak jej miękkich i słodkich warg. Przez głowę przeleciało mi, że jej wargi nie są mimo wszystko tak aksamitne jak wargi Selene. Przerażony, ze o tym właśnie myślę odkleiłem się od niej i spojrzałem sie na nią. Zobaczyłem Selene.  
Zamrugałem i zobaczyłem Eleanor. 
- Przepraszam.
I jak torpeda wyleciałem z pokoju. Moje nogi same poniosły mnie do pokoju Selene. Znalazłem się w jej bałaganie. Tak podobnym do mojego. Opadłem na łóżko i ukryłem twarz w dłoniach!
Siedziałem tylko chwilę, gdy pojawiła się Selene.
Nie zastanawiałem się długo. Podbiegłem do niej i ją pocałowałem. Aż jęknąłem, gdy poczułem jej usta. Aksamitne, delikatne, idealne... Przycisnąłem ją do ściany i całowałem. Dopiero teraz czułem się spełniony. Tak jakbym dopiero teraz odnalazł swoją drugą połówkę! Przycisnąłem ją do mojego ciała jeszcze bardziej. Była taka mała? Nie obchodziło mnie to, że jest morderczynią. Teraz kiedy zobaczyłem ją żywą i całą i czułem jej ciało przyklejone do swojego i usta na swoich nic się dla mnie nie liczyło. Była tylko ona. Ona!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Witajcie, moje kochane! Taki rozdział mam dla was na dzisiaj! Z konkursu nici, bo tylko parę osób powiedziało z jakiej chciałoby perspektywy, jednakże pojawiła się propozycja z Liamem. Myślę, że kiedyś jeszcze ją wykorzystam! A teraz komentujcie i piszcie kiedy mam się pozbyć naszej Eleanor Calder!

See you soon,
Pani Tomlinson!      

14 komentarzy:

  1. Heeeej :D
    Rozdział jak zwykle wspaniały *___*
    Według mnie wątek Eleanor może jeszcze trochę pozostać żeby wszystko nie działo się za szybko >.<
    Wiecie... żebym zdążyła wszystko ogarnąć xD

    Pozdrawiam, ściskam i całuję! ;3
    http://blue-batterfly-one-direction.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest cudny ;) Po prostu cud ;p ten pocałunek.. ;)
    Czekam na NN

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej! Serdecznie zapraszam na nowe opowiadanie http://pretty-dangerous-rich.blogspot.com/ właśnie pojawili się bohaterowie. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej zapraszam. Zachęcam do komentowania, wyrażania swojej opini. Z góry dziękuję. Przepraszam jeżeli uznasz to za spam ;)-Rose

    OdpowiedzUsuń
  4. *____* kocham to zrob tak zeby nie ranic juz ElEanor tylkozabic ja w np:wypadku samochodowym

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział!*___*
    Nie spodziewałam się tego po Louisie.
    Ale wszystko będzie dobrze.
    Nie mogę doczekać się następnego.
    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
  6. hmmm... może jakoś w 17 rozdziale? :) ogólnie oczywiście bardzo mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww kocham tego bloga czekam na następny .:3

    OdpowiedzUsuń
  8. swietne ;o czekam na nn i prosze zapraszam do siebie http://ifindyourlips.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. świetne dodaj jak najszybciej kolejny bo ciekawość mnie zżera :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tak w ogóle to jeden z najlepszych blogów jakie zostały założone gratuluje pomysłów

      Usuń
  10. Jakie to.....świetne!!!! Czekam na next!?
    Z pytaniem kiedy sie pozbyc Elki to może być i w następnym rozdziale!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny! Eleanor możesz sie pozbyć w 17 rozdziale ;D A może Selene przez pare dni była z Itachim ? ;D Czekam nn !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram ! Fajnie było gdyby była z Itachim !

      Usuń
  12. Kiedy nastepny????! Prosz dodaj szybko bo od 7wchodze tu codziennie i codziennie jestem sad

    OdpowiedzUsuń